Kalendarz wydarzeń giełdowych
Kalendarz tworzycie sami. Możecie dodawać samodzielnie wszelkiego rodzaju wydarzenia / spotkania o tematyce giełdowej / forexowej. Wszystkie wydarzenia giełdowe w jednym miejscu.

Supercykl na miedź potrwa latami

Wielu analityków sektora towarowego jest przekonana, że miedź zainicjowała wieloletni supercykl, w którego pierwszej – wzrostowej fazie znajduje się obecnie jej cena. W prognozach, w perspektywie do 12 miesięcy przeważa pesymizm wśród ekspertów. Wynika to z tego, ponieważ w maju kurs surowca znalazł się najwyżej od 2011 roku. Dow Jones Commodity Copper odnotował od wiosennego dołka pandemicznego przeszło 100 proc. wzrost. Optymistycznie wyglądają oczekiwania analityków w dłuższym horyzoncie czasowym. Wpływ na nie mają plany inwestycji związanych z transformacją energetyczną świata. Tego czynnika rozwojowego brakowało podczas poprzedniego supercyklu z początku wieku. Miedź jest nieodzownym surowcem, bez którego nie da się skutecznie przeprowadzić inicjatyw dekarbonizacyjnych. Wzmożony popyt może napotkać niedopasowaną podaż – m. in. w wyniku niedostatecznego wydobycia kopalń. Analitycy Wood Mackenzie, czołowej firmy monitorującej rynki surowcowe, określili nowy supercykl jako nieunikniony.

Miedź ustanowiła wieloletni rekord notowań, a inwestorzy zastanawiają się, jak dalej będzie wyglądać koniunktura w tym segmencie. Od marca 2020 roku, kiedy wiele klas aktywów wyznaczyło lokalne minima z powodu obaw jak pandemia koronawirusa wpłynie na sferę społeczno-gospodarczą, Dow Jones Commodity Copper Index zwyżkował o ok. 130 proc. W kwietniu indeks pokonał najwyższy historycznie poziom i kontynuował zwyżkę (indeks został wprowadzony w lipcu 2014 roku). Notowania surowca na londyńskiej LME w maju po raz pierwszy osiągnęły 10 tys. USD za tonę dla dostaw trzymiesięcznych i były najwyżej od 2011 roku.

Dobrą koniunkturę w segmencie miedzi powszechnie argumentuje się oczekiwaniami co do wejścia światowej gospodarki na szybką ścieżkę wzrostu gospodarczego. Dla wielu potwierdzeniem tego były informacje o postępach na froncie walki z epidemią (szczepionki, diagnostyka) ze schyłku zeszłego roku.

PESYMIZM WŚRÓD ANALITYKÓW

FocusEconomics zbadał konsensus analityków rynku towarowego dla miedzi – firma robi to tradycyjnie w odstępach comiesięcznych. Ostatnia analiza została przeprowadzona w dniach 13-18 kwietnia, a zatem przed ustanowieniem nowych szczytów cenowych.

Średnia przewidywań specjalistów wyniosła 8 340 USD/za tonę w czwartym kwartale 2021 oraz 8 130 USD rok później.

Opinie analityków cechowała spora rozbieżność oczekiwań. Eksperci JP Morgan, Societe Generale, BBVA, BMO Capital Markets i Capital Economics spodziewają się spadku ceny miedzi do ok. 7 tys. USD za tonę w ostatnim kwartale 2021 roku. Oczekiwania powyżej średniej z konsensusu miały z kolei ABN Amro, Citi, Australia New Zealand Banking Group, United Overseas Bank i Goldman Sachs. Rzeczywistość lubi płatać figle, toteż po ostatnich wzrostach ceny surowca są już na poziomie daleko odbiegającym od średniej prognoz analityków.

POLITYKA WPŁYWA NA MIEDŹ

Miedź jest traktowana przez wiele państw jako surowiec strategiczny. Dotyczy to m. in. dwóch największych na świecie dostawców rudy miedzi z Ameryki Południowej – Chile i Peru. Mają one ponad 40 proc. globalnej podaży.

Uwagi inwestorów nie umknął z pewnością fakt, że niższa izba chilijskiego parlamentu 6 maja zatwierdziła projekt ustawy o opłatach licencyjnych od wydobycia surowców, w tym miedzi. Do tej pory spółki górnicze płaciły podatek od wydobycia, którego wysokość nie była uzależniona od cen rynkowych.

Nowy pomysł, który zostanie jeszcze oceniony przez wyższą izbę parlamentu, wprowadza podatek progresywny uzależniony od koniunktury na giełdach surowcowych. Wydobycie rud metali podlega minimalnemu podatkowi w wysokości 3 proc. Dodatkowo będzie on rósł wraz ze wzrostem cen na giełdach światowych. Przy kursie miedzi 2,0-2,5 USD/funt wyniesie 15 proc. W skrajnym przypadku, gdy surowiec będzie kosztował ponad 4 USD/funt nawet 75 proc.

Diego Hernández, szef stowarzyszenia górniczego Sonami uważa, że przyjęcie regulacji w takiej postaci przełożyłoby się na straty z działalności 12 z 15 największych firm wydobywczych w Chile.

Nowy system podatkowy zostałby wprowadzony za parę lat. Parlamentarzyści zgodzili się na utrzymanie dotychczasowych reguł, które wygasają z końcem 2023 roku.

Wprowadzenie podatków w obecnej formule poważnie zagroziłoby zdolnościom firm chilijskich do finansowania przyszłych inwestycji. Spowodowałoby to zachwianie w dłuższym terminie równowagi podażowo-popytowej – z samego Chile pochodzi ok. 28 proc. globalnej podaży. W Peru, drugim największym producencie miedzi na świecie, 6 czerwca odbędą się wybory prezydenckie. W sondażach, z ok. 10 proc. przewagą nad Keiko Fujimori, prowadzi Pedro Castillo. Kandydat zapowiedział zapewnienie większego wpływu państwa nad gospodarką. Składa się na to m. in. kontrola cen i wyższe podatki od zysków z wydobycia. Choć ku uldze inwestorów zagranicznych wycofał się z pomysłu nacjonalizacji niektórych firm.

MIEDŹ SKORZYSTA NA INWESTYCJACH W INFRASTRUKTURĘ

Mimo że w horyzoncie do jednego roku przeważa pesymizm dotyczący cen miedzi, to analitycy sektora coraz częściej wskazują, że metal wszedł w fazę nowego długoterminowego supercyklu.

Powszechnie uważa się, że ostatni supercykl trwał kilkanaście lat. Rozpoczął się w 2001 roku (październik) i zakończył w 2016 roku (styczeń). W tym czasie cena miedzi (dla notowań kontraktów terminowych HG.F z giełdy Comex) poszła w górę o ponad 600 proc. do 2011 roku, a następnie doszło do ponad 50 proc. korekty. Akcje KGHM ponad 30-krotnie wzrosły w pierwszej fazie, startując z poziomu nieco ponad 3 zł. Następnie w ślad za ogólnym trendem straciły blisko połowę. Są to zmiany jedynie kursu bez uwzględniania wypłaconych w tym czasie dywidend.

Od 2016 roku miedź rozpoczęła kolejną falę wzrostową, która niemal w całości została zniwelowana wiosną 2020 roku, gdy na rynkach wrzało z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa. Mało kto w tym okresie mówił o supercyklu – narracja ta zaczęła zdobywać popularność dopiero w drugiej połowie 2020 roku.

Specjaliści Wood Mackenzie spodziewają się, że na obecny supercykl będzie oddziaływać przede wszystkim nowy czynnik, który może wzmocnić jego siłę. Koniunktura z początku pierwszej dekady obecnego millennium była niemal w całości napędzana przez Chiny. Julian Kettle, starszy wiceprezes Wood Mackenzie uważa, że obecny supercykl będzie raczej globalny niż odnoszący się jedynie do konkretnego kraju czy regionu. Niektórzy analitycy nawet rozróżniają oba supercykle, określając pierwszy mianem „chińskiego”, a drugi mianem „zielonego”.

Transformacja energetyczna

Prawdziwym motorem napędowym ma okazać się transformacja energetyczna, związana z politykami dekarbonizacyjnymi. Według szacunków firmy nie mniej niż 189 krajów zobowiązało się do osiągnięcia zerowej emisji dwutlenku węgla. A to prawdopodobnie nie jest koniec. W listopadzie 2021 roku w Glasgow odbędzie się 26 Konferencja ONZ w Sprawie Zmian Klimatu. Mogą na niej zostać zadeklarowane kolejne radykalne zobowiązania w zakresie neutralności węglowej. Optymizm Wood Mackenzie jest na tyle niezachwiany, że analitycy spółki określili nowy supercykl jako nieunikniony.

Poza planami dekarbonizacyjnymi znaczący wpływ będą mieć również szeroko zakrojone plany inwestycji infrastrukturalnych. Ogłosiły one lub wdrażają wiodące obszary gospodarcze świata m. in. w reakcji na recesję wywołaną epidemią koronawirusa. Sam unijny Fundusz Odbudowy to wielomiliardowe wydatki w euro. Amerykański plan administracji Joe Bidena to z kolei już bilionowe w dolarach pomysły na modernizację gospodarki. Wszędzie tam będzie niezbędna miedź.

IEA oszacowała, jak znacząco wzrośnie popyt na surowiec wyłącznie na potrzeby transformacji energetycznej związanej z realizacją celów Porozumienia Paryskiego. W zależności od przyjętego scenariusza wydarzeń wyszło, że zapotrzebowanie na miedź w 2040 roku w porównaniu z 2020 rokiem zwiększy się od 1,7 raza do 2,7 raza. Analitycy Goldman Sachs zakładają, że popyt na miedź tylko w związku z planami dekarbonizacyjnymi będzie rósł w średniorocznym tempie ok. 20 proc. w obecnej dekadzie. Jeszcze w 2020 roku „zielony popyt” na surowiec stanowił ok 3 proc. globalnego zapotrzebowania, lecz w 2030 roku wyniesie ok. 16 proc. – wzrost w liczbach bezwzględnych z ok. 1Mt do ok. 5,4 Mt.

WYJĄTKOWOŚĆ MIEDZI

Metal ten ma kilka wyjątkowych cech. Jest plastyczny, co pozwala na zwijanie w arkusze i ciągnięcie w druty bez złamania. Wykazuje bardzo dobre właściwości przewodnictwa elektrycznego i cieplnego. Ponadto ma niską reaktywność – minimalnie koroduje, gdyż tworzy naturalną powłokę ochronną podczas procesu utleniania się. Podobnie zachowuje się stal nierdzewna, lecz jest ona znacznie mniej plastyczna, a przewodność cieplna jest 30 razy gorsza od miedzi.

Nadmierny wzrost cen określonego surowca może zachęcać firmy do zastąpienia go innym surowcem – to zjawisko określane jest jako substytucja. Unikalne właściwości metalu sprawiają, że nie da się go w sposób łatwy zastąpić innymi surowcami. Czasami udaje się miedź zastępować aluminium. Ma one podobne, choć gorsze właściwości elektryczne i termiczne, co pozwala jedynie na niedoskonałą substytucję w szerokim zakresie towarów energetycznych – od kabli po przewody.

Jest to pewne ryzyko dla miedzi. Jeżeli cena surowca poszybuje zbyt wysoko, a kurs aluminium będzie zachowywać się relatywnie stabilnie, to wówczas firmy zastanawiać się będą nad substytucją.

Analitycy Goldman Sachs przeprowadzili analizę tego zjawiska. Ze względu na dostępność danych ograniczyli się jedynie do rynku amerykańskiego. Z badania wynika, że gdy relacja cenowa miedzi do aluminium jest wyższa od średniej o więcej niż dwa odchylenia standardowe pojawia się znaczący, lecz opóźniony, efekt substytucji.

W latach 1966 i 1974, gdy realny stosunek cen miedzi do aluminium wynosił odpowiednio 3,5 i 4,0, w latach następujących po szczytowym okresie (1967, 1975) wzrost popytu na miedź zmniejszył się o 3 proc. i 9 proc.

Według Copper Alliance substytucja miedzi jest na marginalnym poziomie. Zgodnie z danymi za 2019 rok wyniosła ona globalnie poniżej 1 proc. netto całkowitego popytu na metal. Dla największego konsumenta metalu – Chin – efekt zastąpienia odpowiadał za ok. 0,5 proc. łącznego popytu (dane za 2020 rok za DMM Advisory Group).  

Miedź – alternatywa

Skoro w wielu przypadkach miedzi nie da się zastąpić innym surowcem lub będzie to dyskusyjne oraz gdy weźmie się pod uwagę bilans opłacalności ekonomicznej, to firmy mogą rozglądać się za technologią, która zrewolucjonizowałaby wydobycie i przetwórstwo tego metalu.

Inwestorzy pamiętają, jak istotne dla ropy naftowej było wynalezienie procesu wydobycia ze złóż łupkowych. Przykładów nowych rozwiązań, które ostatecznie wpływały na fundamenty surowcowe i dynamikę cen było zresztą więcej. Mogą to być m.in. inteligentne rolnictwo czy produkcja surówki niklowej (NPI).

W przypadku miedzi ostatnim dużym postępem było wprowadzenie w latach 80-tych poprzedniego wieku technologii SX/EW. Było to tzw. ługowanie za pomocą rozcieńczonego kwasu siarkowego, co pozwoliło zmniejszyć zależność od klasycznych procesów pirometalurgicznych. W efekcie w 1992 roku produkcja za pomocą metody SX/EW stanowiła ok. 7 proc. globalnej podaży miedzi, by do 2015 roku wzrosnąć do ok. 20 proc. łącznej podaży – prognozy na najbliższe lata zakładają spadek, gdyż wiele zakładów ogranicza zdolności wytwórcze.

Duże zmiany zaszły w dziedzinie prac nad odkrywaniem nowych złóż. IEA wskazała, że firmy z sektora uzyskują korzyści ze stosowania zaawansowanych technologii informatycznych. Zaliczymy tu m.in. pomiary lotnicze, zdjęcia satelitarne, systemy informacji geograficznej i modeli komputerowych. Nie są to jednak osiągnięcia na miarę przełomowych w porównaniu z metodą SX/EW.

Eksperci nie spodziewają się w perspektywie co najmniej dekady, pojawienia się nowej rewolucyjnej technologii, która zmieniłaby układ podażowy-popytowy w segmencie miedzi. Zakładają wdrażanie szeregu marginalnych innowacji. Pozwolą one na poprawę wydajności i wpłyną na koszty wydobycia lub przetwórstwa, to nie będę mieć znaczącego wpływu na dynamikę podaży. Może wprawdzie pojawić się nowa technologia, której na bazie wiedzy obecnej, nie da się zidentyfikować. Jednak gdyby do tego doszło, to upłynęłoby dużo czasu zanim zostałaby masowo wdrożona.

DEFICYT MIEDZI UTRZYMA SIĘ

Jak zawsze wpływ na cenę surowca, będzie miał bilans popytowo-podażowy. Od 2017 roku podaż jest mniejsza niż popyt, a trend ten nasila się. W latach 2017-2019 niedobór podaży wynosił kilkadziesiąt tysięcy ton, a w 2020 roku już przeszło sto tysięcy ton. Zdaniem analityków zjawisko utrzyma się, a deficyt podaży może jeszcze pogłębić się. Goldman Sachs prognozuje, że w latach 2021-2022 niedobór podaży przekroczy 200 tys. ton. Podobnego zdania jest Wood Mackenzie. Według instytucji – poza trzema wyjątkami (lit, stal i ruda żelaza) – wszystkie surowce i ich pochodne (w tym miedź) będą wymagały w tej dekadzie dodatkowych inwestycji. Powodem tego jest fakt, że na poziomie kopalni spadek jakości złóż i wyczerpywanie się zasobów będzie oznaczać konieczność uzupełnienia podaży nawet przy zerowym wzroście popytu. Jest to grożąca luka podażowa.

A na zerowy wzrost popytu nie ma co liczyć. Wszystkie liczące się ośrodki prognostyczne zakładają, że zapotrzebowanie na miedź będzie rosnąć. Według obliczeń Wood Mackenzie tempo wzrostu w teraźniejszej dziesięciolatce okaże się wyższe niż w dwóch poprzednich dekadach.

Podobnie wyglądają oczekiwania w krótszej – kilkuletniej – perspektywie. W latach 2021-2026 tempo ma być jednocyfrowe i wynieść 2,5 proc. średniorocznie (CAGR). Będzie ono zbliżone do tego, które występowało w pierwszych latach ostatniego supercyklu (2002-2007). W wartościach bezwzględnych dojdzie jednak do znaczącego wzrostu popytu (o 31 proc.). Dzięki temu zasadniczo odróżni się miedź od innych masowych surowców (aluminium, cynk i ołów). Dynamika wzrostowa będzie rachityczna (aluminium), albo będzie ujemna (cynk i ołów).

Metale niszowe

W szacunkach Wood Mackenzie zwraca także uwagę na to, że największa dynamika przyrostowa ma cechować metal niszowe. Chodzi tutaj o zapotrzebowania wolumenowego na nie – lit, kobalt i nikiel, które nie bez przyczyny kojarzone są z zieloną energią. Kurs miedzi wykazuje sporą korelację z sytuacją podażowo-popytową. W tym stuleciu lokalne minima cenowe (trzykrotnie) kształtowały się w sytuacji, gdy 3-letnia średnia krocząca zmiany wydobycia rudy spadała poniżej 2 proc. rdr. Natomiast popyt na miedź, używając tej samej miary, zniżkował poniżej 1 proc. rdr. Wyjątkiem był dołek z 2016 roku, kiedy obie zmienne znajdowały się wyraźnie powyżej tych granic.

Goldman Sachs przewiduje, że w odpowiedzi na rosnące ceny miedzi, firmy górnicze zwiększą wydobycie i za 2-3 lata podaż przewyższy popyt. Z szacunków banku wynika jednak, że w dłuższym terminie nastąpi drastyczny zwrot w bilansie popytowo-podażowym. Począwszy od 2026 roku, po raz pierwszy w tym wieku, spółki z sektora będzie charakteryzować ujemna dynamika wydobycia.

Analitycy sygnalizują problemy z zapewnieniem odpowiedniego poziomu wydobycia i jakości złóż. Kopalnie muszą sięgać do coraz głębiej położonych zasobów – czasy wydobycia z odkrywek przeszły raczej do historii. Od dekad spada jakość rudy miedzi. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wynosiła ona ok. 2-3 proc., obecnie dla wielu kopalń nie przekracza ona 1 proc. – KGHM szacuje ten wskaźnik na poziomie ok. 1,5 proc. Wyzwaniem jest także położenie wielu zakładów wydobywczych w regionach ubogich w wodę. Oznacza to, że konkurują one o to niezbędne do życia dobro z innymi. Ponadto w grę wchodzą względy środowiskowe, które stoją na przeszkodzie pozyskaniu odpowiedniej ilości wody.

Podsumowanie

Eksperci Goehring & Rozencwajg w swojej ostatniej analizie kwartalnej napisali, że wzrost podaży, który był minimalny od 2016 roku, będzie wciąż rozczarowywał. Ich zdaniem stagnacja podaży w kopalniach, zderzająca się z silnym popytem, popchnie ceny miedzi znacznie wyżej niż ktokolwiek podejrzewa.

Jednocześnie zwrócili uwagę na budzący kontrowersje sposób postępowania w zakresie ujawniania dostępnych rezerw surowca. Według ich obliczeń prawie 80 proc. nowych rezerw brutto w sektorze, które firmy wydobywcze zaklasyfikowały w latach 2001-2014 wcale nie pochodziło z nowych odkryć (greenfield), ani z odnalezienia nowych stref złóż w obrębie istniejących kopalni (brownfield). Pochodziły one ze zmiany reklasyfikacji zasobów. Skała, która była uznawana za odpadkową (o znikomej zawartości miedzi) została przekwalifikowana na możliwą do eksploatacji górniczej. Jest to proces znany w branży jako obniżanie stopnia odcięcia (cut-off grade). Nie da się reklasyfikować skał odpadowych w nieskończoność, gdyż koszty przetwórstwa tego typu wątpliwych zasobów zaniepokoją akcjonariuszy.

Specjaliści z Goehring & Rozencwajg uważają, że nowe projekty wydobywcze, takie jak Kamoa/Kakula w Demokratycznej Republice Konga czy mongolska kopalnia Oyu Tolgoi, przysłużą się do zrównoważenia wyczerpywania się zasobów. Jednak trudno dostrzec, jak rezerwy i produkcja mogą znacząco wzrosnąć, biorąc pod uwagę ogromne spowolnienie w odkryciach, słabe przyrosty rezerw w ciągu ostatniej dekady i niezdolność do dodawania rezerw poprzez obniżanie poziomu odcięcia.

Adam Rozencwajg, partner zarządzający spółki, oczekuje, że miedź ma potencjał, aby ustanowić szczyt w drugiej części obecnej dekady w pobliżu 15 USD za funt.

Zobacz podobne analizy:



Dodaj komentarz Anuluj pisanie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czas minął. Proszę odśwież CAPTCHA.

Aby przedłużyć lub wykupić abonament musisz się zalogować.

Jeśli nie masz jeszcze konta, skorzystaj z darmowej rejestracji, która zajmuje dosłownie chwilę.

ZALOGUJ SIĘ ZAREJESTRUJ SIĘ
ANULUJ
test
OK