W roku 1974 niejaki John Bogle stworzył kamień milowy zwanym Vanguard, pierwszego dostawcę funduszu inwestycyjnego, którego celem jest wierne odwzorowywanie wskazanego indeksu – ETF (Exchange traded fund). Dzięki temu dobrodziejstwu drobni inwestorzy mogli zaoszczędzić koszta związane z kosztownym zarządzaniem funduszy.
Rzadko który produkt inwestycyjny w tak krótkim czasie zachwycił tak wielu inwestorów jak właśnie twór ETF. Według szacunków Niemieckiego Banku Federalnego ilość zainwestowanego kapitału w 2009 wynosiło 700 miliardów euro, podczas gdy na koniec pierwszego półrocza 2018 było to już 5,1 biliona USD. Jest to wzrost z rzędu ponad 600%.
ETFy jednak nie takie dobre?
Niemniej popularność ETFów przywołała niemałe grono sceptyków. Nawet twórca Vanguard’a wyraził swoją krytykę w jednym z wywiadów dla amerykańskiego magazynu “Barron’s” twierdząc, że inwestycje w fundusze inwestycyjne tego typu mogą destabilizować rynki.
Za pomocą ETFów można tak samo jak w przypadku aktywnych funduszy odwzorować szeroko zdywersyfikowane portfolia. Jednakże opłaty przy ETFach są z reguły znacznie niższe. Dodać należy, że aktywnie zarządzane super-fundusze w dalszym ciągu potrafią zostawić za sobą rynek. Dotyczy to zwłaszcza tych okresów, w których akcje na poszczególnych rynkach są niedowartościowane.
Przewaga funduszy aktywnie zarządzanych
“Przede wszystkim w czasach kryzysu aktywnie zarządzane fundusze wykazują swoją siłę”, twierdzi Greg Meier, wiceprezydent US Capital Markets Research and Strategy w Allianz Global Investors. Tak też przy pęknięciu bańki technologicznej od 2000 do 2002 oraz podczas kryzysu finansowego 2008 do 2009 aktywnie zarządzane fundusze wykazywały się o kolejno 471 i 100 punktów bazowych lepszym wynikiem od indeksu porównawczego.
Przy pasywnie zarządzanych funduszach inwestycyjnych nie mamy do czynienia z aktywnym wyborem papierów wartościowych. Są one odwzorowaniem indeksu jeden do jednego. W czasach kryzysu mniej płynne segmenty rynkowe mogą obciążać wycenę funduszy inwestycyjnych. Według Niemieckiego Banku Federalnego problemy mogą pojawić się przede wszystkim przy ETFach, które bazują na mniej płynnych walorach.
W przypadku podwyższonej płynności istnieje szansa na to, że kurs ETFów znalazłby się poniżej wartości odwzorowywanych segmentów rynkowych, a im szybciej akcjonariusze swoje akcje wyprzedają, tym szybciej powstaje ogólna presja sprzedaży.
Główny problem może pojawić się w przypadku ETFów ukierunkowanych na obligacje korporacyjne. Powodem tego jest wyjście Europejskiego Banku Centralnego z rynku Corporate-Bond.
Skutkiem podwyższonej presji sprzedaży jest tzw. flashcrash, czyli błyskawiczna wyprzedaż, która np. miała miejsce w sierpniu 2015, kiedy kurs indeksu S&P500 tracił przez parę sekund chwilowo ponad 5%.
Drugim argumentem ze strony sceptyków jest to, że ETFy wzmacniają trend i powodują tym samym ostrość krachu. Im więcej pieniędzy leży na funduszach inwestycyjnych, tym większe jest ryzyko zachowania stada powodujące owczy pęd. Ruch kursu w tym sensie może rosnąć, ale i spadać, i to w bardzo szybkim tempie.
Warto w tym miejscu zastanowić się na ile inwestycje w nowy fundusz dostępny na naszej GPW (nie) będzie obarczony ryzykiem.


Najnowsze komentarze